Świat · · 17 min czytania
Bogowie słowiańscy: co naprawdę wiemy ze źródeł
Przed nową kampanią Marek przyniósł wydruk zatytułowany „panteon słowiański”, z domenami, premiami i równą tabelką. „Biorę kapłana Swaroga, daje plus do kowalstwa”, powiedział, a ja zapytałem tylko, skąd autor tabelki to wie.
Przed nową kampanią Marek położył na stole wydruk z internetu i stuknął palcem w równą tabelkę: „Biorę kapłana Swaroga, daje plus do kowalstwa”. Zapytałem, skąd autor tabelki to wie, a Marek wzruszył ramionami: „No przecież to mitologia”. Bogowie słowiańscy ze źródeł wyglądają dużo skromniej: pewnych wiadomości jest bardzo mało, imiona znamy z kilku kronik pisanych przez chrześcijan, ruskiej i niemieckich, o większości bogów nie wiemy nic poza imieniem, a polski katalog bogów pochodzi od Długosza z XV wieku i Brückner uważał go za fikcję.
Z czego w ogóle czytam, kiedy mówię „źródło”
Brückner zaczyna swoją „Mitologię słowiańską” zdaniem: „Mity słowiańskie same do mitu raczej należą, skoroż pewne o nich wiadomości, to jest ani urojone, ani powtarzane tylko, na stronicy druku się zmieszczą”. W tym samym rozdziale dodaje, że o kultach, czyli świątyniach, posągach, obrzędach i wróżbach, wiadomo według niego więcej i lepiej.
To jest dla mnie najważniejsza różnica przy stole. Kiedy ktoś pyta o słowiańskich bogów, spodziewa się opowieści o rodzinach, wojnach, zdradach i małżeństwach. Źródła, które przeczytałem, częściej dają scenografię: wzgórze za dworem, broń złożoną na ziemi, świątynię z chorągwiami, konia prowadzonego nad włóczniami, dąb otoczony parkanem.
Brückner sam nie udawał, że stoi poza pomyłkami. W pierwszym rozdziale pisał o sobie: „mylnie jednak starałem się ocalić z »katalogu« Długoszowego choć jeden i drugi wymysł i po latach dopiero otrząsnąłem się ostatecznie z owej zmory”. Własne hipotezy dawał „tylko jako takie: inni niechaj je innymi, trafniejszymi zastąpią”. Jego praca ma ponad sto lat, a nowszych opracowań nie czytałem. Pokazuję więc stan z 1918 roku i z pięciu kronik, do których sam zajrzałem, a tego, co dopisali i sprostowali późniejsi badacze, tutaj nie ma.
Moja mapa źródeł i miejsc, w których trzeba zwolnić
W bibliotece mam odruch z katalogu: najpierw pytam, kto mówi i z jakiego miejsca. Brücknera czytałem głównie w telefonie w trolejbusie, chociaż stare wydanie stoi u nas w czytelni. Przy każdym z tych autorów patrzę na to samo: jak daleko stał od tego, co opisuje, czy znał język, jakiej był wiary i czy w ogóle podaje imię boga.
| Źródło | Kiedy | Kto pisze | Na co uważać |
|---|---|---|---|
| Prokopiusz | VI wiek | obcy, pisze po grecku | imienia boga nie podaje |
| „Powieść minionych lat” | zapisy pod latami 907–988 | kronikarz chrześcijański | pięć imion tylko raz |
| Thietmar | zapis pod rokiem 1005 | biskup niemiecki | wróg opisywanych |
| Helmold | XII wiek | proboszcz wśród Słowian | według Brücknera nie znał języka i przepisywał od Adama z Bremy |
| Długosz | XV wiek | kanonik krakowski | pisze pięćset lat po chrzcie, źródła imion nie podaje |
| Brückner | 1918 | filolog | ostre sądy i własne hipotezy, praca ma ponad sto lat |
Prokopiusz pisze w siódmej księdze „Wojen”, w rozdziale czternastym, o Sklawinach i Antach, że według nich jeden bóg, twórca błyskawicy, jest jedynym panem wszystkiego i że składają mu w ofierze bydło i inne zwierzęta. Imienia nie podaje. Dodaje, że przeznaczenia nie znają, w chorobie albo przed wojną ślubują ofiarę za ocalenie i ją spełniają, czczą też rzeki, nimfy i inne duchy, a przy tych ofiarach wróżą. Brückner pisze w rozdziale trzecim, że to zdanie niczego nie dowodzi, bo „skalkowane jest wedle mitologii klasycznej”, a w ostatnim rozdziale uznaje Prokopiusza za przecenionego ponad wszelką miarę.
Brückner tłumaczy też w pierwszym rozdziale, czemu inaczej waży kronikę ruską, a inaczej Długosza. Pisze, że „świadectwo Nestorowe wyprzedziło Długoszową kronikę o całych lat czterysta”, a za Nestora żyli jeszcze ludzie pamiętający wprowadzenie chrześcijaństwa na Rusi. O polskich źródłach pyta w rozdziale drugim: „o czym Koźma praski i Wincenty krakowski we dwunastym wieku nie wiedzieli, skądżeż mogliby się w trzy wieki później Długosz i Miechowczyk o tym wywiedzieć?”. Sam Długosz pisze o obrzędach po pięciuset latach od przyjęcia chrześcijaństwa przez Polaków.
Z kronikarzami niemieckimi kłopot jest inny. Brückner uważał, że żaden „nie umiał po słowiańsku, najwięcej jeszcze Thietmar”, i że opisują nazwę, posąg, świątynię i obrzęd, a o istocie bóstwa milczą. Przy ruskiej liście bogów też nie ma pełnego spokoju: Brückner zaznaczał, że Szachmatow i Aniczkow uważali ją za wstawkę z około 1096 roku, choć sam się z tym nie zgadzał. Nawet wtedy byłaby to, według jego rachuby, wiadomość z XI wieku.
Najważniejsi bogowie słowiańscy, ale z kartką przy imieniu
Poniższa tabela jest listą, której Marek chciał od początku, tylko bez udawania, że każde imię ma kompletną kartę postaci. Policzyłem własnym rachunkiem zapisy roczne w kronice ruskiej: Perun pojawia się pod pięcioma zapisami, 904–907, 945, 971, 978–980 i 988. Wołos stoi pod dwoma, 904–907 i 971, za każdym razem w przysiędze i z dopiskiem o bydle. Chors, Dażbóg, Stribog, Simargł i Mokosz pojawiają się po jednym razie, wyłącznie jako imiona na liście posągów. Co ty byś zrobił z bogiem, o którym kronikarz zostawił tylko imię?
| Bóstwo | Najstarszy zapis, do którego dotarłem | Co tam stoi | Na ile pewne | Do gry |
|---|---|---|---|---|
| bóg błyskawicy bez imienia | Prokopiusz, „Wojny” VII 14 | jedyny pan wszystkiego, ofiary z bydła | relacja obcego, Brückner uważał ją za kalkę z mitologii klasycznej | bóg, którego imienia przybysz nie zapisał |
| Perun | „Powieść minionych lat”, pod rokiem 907 | przysięga na broń i na Peruna; drewniany posąg ze srebrną głową i złotym wąsem w Kijowie | na Rusi poświadczony pięć razy; poza Rusią według Brücknera tylko nazwy miejscowe | bóg drużyny i przysięgi, posąg na wzgórzu za dworem |
| Wołos (Weles) | ta sama kronika, 907 i 971 | wzywany w przysiędze obok Peruna, „bóg bydła” | imię pewne; „boga bydła” Brückner uważał za dopisek kronikarza, a władcę zmarłych za własny domysł | bóg, o którego funkcję kłócą się kapłani |
| Chors, Dażbóg, Stribog, Simargł, Mokosz | kronika, 978–980 | same imiona na liście posągów | poza imieniem prawie nic; słońce i wiatr to według Brücknera późniejsze domysły | imiona bez kart: sam dopisujesz, kim są, i mówisz o tym graczom |
| Swaróg i Dażbóg jako ojciec i syn | ruska glosa w przekładzie kroniki Malali, znana mi z Brücknera | Swaróg to Hefajstos, Dażbóg to Słońce | jedna glosa; Brückner wierzył, że stoi za nią mit, Jagić, że uczony wymysł | kowal i słońce jako opowieść jednej świątyni, nie całego świata |
| Swarożyc | Thietmar, ks. VI, rozdz. 23, pod rokiem 1005 | pierwszy z posągów w świątyni Redarów, w hełmie i pancerzu | świadek współczesny i wrogi; zgodność imienia z Rusią Brückner miał za najważniejszy fakt | gród o trzech bramach, wróżba z losów i konia |
| Radegast | Helmold, ks. I, rozdz. 52 | „bóg ziemi Obotrytów” | według Brücknera pomyłka: nazwa grodu wzięta za imię boga | kronikarz, który myli miasto z bogiem |
| Świętowit | Helmold, ks. I, rozdz. 52 i ks. II, rozdz. 12 | bóg Rugian, wyrocznia, daniny od innych plemion, posąg spalony przez Duńczyków | poświadczony u samego końca pogaństwa; więcej ma o nim Sakson, którego nie czytałem | wyrocznia, do której ślą dary nawet wrogowie |
| Prowe, Siwa, Podaga | Helmold, ks. I, rozdz. 52 i 83 | bóg świętych dębów, bogini Połabian, „posąg Płoński” | Brückner: z imionami „nic począć nie można”, Prowe to może „prawo” | święty gaj jako sąd i azyl |
| Czarnobóg | Helmold, ks. I, rozdz. 52 | zły bóg wzywany przy czaszy | według Brücknera chrześcijański diabeł; Białoboga u Helmolda nie ma | toast, w którym trzeba wymienić i dobrego, i złego |
| Trzygłów | żywoty Ottona z Bambergu, znane mi tylko z Brücknera | posąg o trzech głowach na Pomorzu | według Brücknera nazwa późna, od wyglądu posągu | posąg, którego prawdziwego imienia nikt już nie pamięta |
| Jesza, Lada, Dziedzilela, Nyja, Dziewanna, Marzanna, Pogoda, Żywie | Długosz, ks. I, XV wiek | polskie imiona Jowisza, Marsa, Wenery, Plutona, Diany i Cerery | Brückner: fikcja; Niederle bronił części | panteon z kancelarii: uczony z miasta ma listę, o której wieś nie słyszała |
Przy Perunie kronika ruska daje najwięcej mięsa. Ludzie Olega przysięgają na broń, Peruna i Wołosa pod latami 904–907, Igor prowadzi nieochrzczonych Rusów na wzgórze z posągiem Peruna pod rokiem 945, a Światosław grozi sobie klątwą „obyśmy pożółkli jak złoto i polegli od własnej broni” pod rokiem 971 (s. 65, 77 i 90 przekładu Crossa). W przekładzie ustępów kroniki u Brücknera Włodzimierz „postawił bałwany na wzgórzu na zewnątrz dwora trzemnego (Peruna drewnianego a głowę jego srebrną i wąs złoty i Chorsa i Dażboga i Striboga i Simarogła i Mokosz)”. Ta lista stoi w kronice pod latami 978–980, a pod rokiem 988 ten sam Włodzimierz każe Peruna wlec do Dniepru przy końskim ogonie. Między pierwszą a ostatnią wzmianką o Perunie w tej kronice wychodzi rachunek 988 − 907 = 81 lat.
Poza Rusią Brückner jest ostrożny. W rozdziale trzecim pisze: „Przekonywających dowodów o kulcie Perunowym poza Rusią nie ma więc nigdzie”, choć samo rozpowszechnienie tego imienia w nazwach miejscowych, jak dodaje, „dowodzi (czy wskazuje)”, że bóstwo o takiej nazwie znano nie tylko na Rusi. Związek Peruna z litewskim Perkunasem i dawną nazwą dębu jest jego hipotezą, z własnym zastrzeżeniem: „czy mój sposób rozwiązania wszelkich zagadek jedyny, trafny, niech inni osądzą”. Kult św. Eliasza jako następcy Peruna uważał za niedowiedziony, a o ludzie ruskim pisał, że „o żadnym Perunie żadnej nie zachował wzmianki”.
Przy Wołosie mam znacznie mniej pewności. Imię stoi w przysiędze, to dużo. „Bydlęcy bóg” jest dla Brücknera dopiskiem kronikarza, który skojarzył Wołosa ze św. Własem, patronem stad. O samym przysięganiu Brückner pisał w rozdziale piątym: „Dlaczego właśnie na Welesa-Wołosa Ruś przysięgała, nie wiemy”. Pomysł Welesa jako boga przysięgi i władcy zmarłych sam zapowiadał słowami „własne pomysły czy fantazje”. Brückner odnotowuje jeszcze, że u Czechów od XIV do XVI wieku „Veles” występuje jako nazwa czarta, bez żadnych szczegółów.
Swaróg, Swarożyc i Marek z plusem do kowalstwa
Wydruk Marka wyglądał pewnie przy Swarogu, a źródło jest kruche. Ruską glosę w przekładzie kroniki Malali znam tylko z Brücknera: Hefajstosa „i Swarogiem zowią”, a po nim panował „syn jego Słońce (Helios), którego nazywają Dażbóg”. Brückner pisze w rozdziale czwartym, że glosy „wpisała ręka ruska w ciągu XI wieku”. W kazaniach staroruskich, także za Brücknerem, pada zdanie: „i ogniu modlą się, zowiąc go Swarożycem”.
Zgodność imienia Swarożyca na Rusi i u Redarów nad Odrą Brückner nazywa krótko: „najważniejszy fakt w dziedzinie całej mitologii słowiańskiej”. Jagić uważał Swaroga za uczoną kombinację kronikarza, z czym Brückner się nie zgadzał. Imię Swaroga widział też w nazwie wsi Swarożyn między Starogardem a Tczewem, w zapisie z 1205 roku.
Najbardziej kusi kowal. Brückner wywodził obraz Swaroga jako boskiego kowala, który ukuł słońce, z porównania z Litwą, ale sam zastrzegł: „po stronie słowiańskiej, chętnie to przyznamy, z tą hipotezą krucho”. U mnie przy stole to nie daje premii do rzemiosła. Daje spór świątynny: jeden kapłan mówi o ogniu, drugi o słońcu, trzeci pokazuje starą glosę, której nikt z obecnych nie potrafi sprawdzić.
Reszta listy Włodzimierza i imiona bez opowieści
O Chorsie, Stribogu, Simargle i Mokoszy da się powiedzieć jeszcze mniej. O Chorsie Brückner pisze w rozdziale szóstym: „oprócz imienia żadnej dalszej nie mamy o nim wzmianki”, poza jednym miejscem w „Słowie o wyprawie Igora”. Pomysł, że to bóg słońca, kwituje słowami „bajka wierutna”, a sam zgaduje raczej księżyc.
O Stribogu mówi jeszcze krócej: „prócz wzmianki w kanonie Włodzimierzowym, gołosłownie powtarzanej po kilku późniejszych kazaniach, nic nie wiemy”. Boga wiatru zrobiono z niego na podstawie jednego zdania „Słowa o wyprawie Igora”, które Brückner czyta inaczej. Simargła Brückner rozbija na dwa imiona, Sim i Rgieł, choć inni widzieli tu jedno imię obcego pochodzenia albo błąd pisarza.
Mokosz jest ciekawsza, ale też nie prosta. Brückner pisze, że „z całego kanonu Włodzimierzowego ona jedyna w pamięci ludowej do dzisiaj ocalała”, i że jeszcze w XVI wieku pytano kobiety przy spowiedzi, czy chodziły „do Mokszy”. Potem stawia pytanie: „Ale czy to bogini?” i dalej się nie zapuszcza. Za Brücknerem dodaję, że „Słowo o wyprawie Igora” nazywa Ruś „Dażbożym wnukiem”, pieśniarza Bojana „wnukiem Welesowym”, wspomina Chorsa i „Strybożych wnuków”. Samego utworu nie czytałem.
Słowianie nadodrzańscy i Rugia, czyli świątynie lepsze od domen
Thietmar w księdze szóstej swojej kroniki, w rozdziale dwudziestym trzecim i dwóch następnych, opisuje pod rokiem 1005 gród Riedegost w kraju Redarów. Gród jest trójkątny, ma trzy bramy, otacza go wielki las, którego mieszkańcy nie tykają i który czczą. Trzecia, najmniejsza brama, zwrócona na wschód, prowadzi ścieżką do pobliskiego jeziora „strasznego z wyglądu”. Thietmar pisze po łacinie „mare”, a wydawca objaśnia w przypisie, że chodzi o jezioro. W grodzie stoi tylko drewniana świątynia, której podstawę tworzą rogi różnych zwierząt. Na ścianach zewnętrznych są wyrzeźbione wizerunki bogów i bogiń, a w środku posągi z wyrytymi imionami, w hełmach i pancerzach. Pierwszy z nich nazywa się „Zuarasici”, czyli Swarożyc, i jest czczony ponad innych. Są tam też chorągwie, których nie rusza się z miejsca, chyba że na wyprawę. Thietmar zaczyna ten opis od słów, że wzdraga się o tym mówić, a kończy przestrogą, żeby czytelnik trzymał się od tego kultu z daleka.
Thietmar daje też wróżbę gotową do sceny. Kapłani siedzą, kiedy inni stoją, szepczą między sobą, z drżeniem rozkopują ziemię i rzucają losy, potem przykrywają je zieloną darnią i prowadzą świętego konia nad grotami dwóch włóczni wbitych w ziemię na krzyż. Jeśli oba znaki się zgadzają, zamiar się wykonuje, a jeśli nie, lud ze smutkiem go porzuca. Kiedy grozi długa wojna domowa, z jeziora ma wyjść wielki dzik o białych, spienionych kłach. Pokój zawierają przez obcięcie włosów z czubka głowy, garść trawy i podanie prawic.
Między zapisem Thietmara a końcem świątyni Świętowita na Rugii, przy którym Helmold podaje rok 1168, mam drugi rachunek: 1168 − 1005 = 163 lata. Brückner ujmuje to zdaniem: „Półtora wieku przedziela wiadomości Thietmarowe […] od tych, które zawdzięczamy […] sprawozdaniu Helmolda”. O imieniu Swarożyca pisze, że na zachodzie „rychło ginie” i że w XII wieku nie zna go już żadne źródło. Czy twoja drużyna odróżni stare imię od nowej nazwy posągu?
Helmold w księdze pierwszej wymienia tych, którzy u Słowian odbierali „najpierwszą i szczególną cześć”: „Prowe, bóg ziemi Aldenburgskiej, Ziwa bogini Połabian i Radigast, bóg ziemi Obotrytów”. To rozdział pięćdziesiąty drugi. Opisuje czaszę obnoszoną na ucztach, słowa w imieniu dobrego i złego boga oraz złego boga nazywanego „Diabol albo Czerneboh, to jest czarny bóg”. „Szczególniej jaśnieje Swantewit, bóg ziemi Rugijan”, skuteczniejszy w wyroczniach, a inne bóstwa stoją przy nim jak półbożki. Helmold pisze też, że ze wszystkich krajów słowiańskich ślą mu ofiary.
W tej samej księdze Helmold opowiada, w rozdziale osiemdziesiątym trzecim, że sam widział święte dęby Prowego, otoczone podwórzem i parkanem z dwiema bramami. W drugi dzień tygodnia lud z kapłanem i księciem zbierał się tam na sądy, a wejść mogli tylko kapłan, przynoszący ofiary i ci, którym groziła śmierć. Pada tam zdanie, że „przysięgać bowiem u Sławian znaczy prawie to samo, co krzywoprzysięgać”. Jedni Słowianie, pisze dalej Helmold, stawiają posągi, jak „posąg Płoński, nazywający się Podaga”, inni bogowie mieszkają w gajach, a wielu rzeźbi się z dwiema, trzema albo więcej głowami. W księdze drugiej Helmold opisuje, jak król duński Waldemar kazał zburzyć świątynię na Rugii, a posąg Swantewita wywlec z powrozem na szyi, pociąć i spalić. To rozdział dwunasty. Przytacza też „ciemne podanie”, według którego Rugianie zaczęli czcić jak boga św. Wita z Korbei.
Brückner jest wobec Helmolda surowy. W rozdziale dziewiątym pisze, że „wartość przekazu Helmoldowego bardzo a bardzo drobna”, Prowe może być słowem „prawo”, a z imionami Prowe, Podaga i Siwa „nic począć nie można”. Radegasta uważa za pomyłkę: Thietmar pisze o bogu Swarożycu w grodzie Radgoszcz, Adam z Bremy, który z Thietmara korzystał, zrobił z nazwy grodu imię boga, a Helmold przepisał to od Adama. Niederle Radegasta bronił. Czarnobóg jest według Brücknera chrześcijańskim diabłem, Białoboga „z palców sobie późni dopiero Niemcy wyssali”, podanie o św. Wicie jest bajką mnichów z Korbei, a nazwy na -wit oraz Trzygłów to późne nazwy dawnych bogów. To ostatnie jest jego tezą.
Bogowie słowiańscy polscy i kłopot z Długoszem
Długosz pisze, że Polacy czcili „Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona, Dyanę, Cererę” i podaje polskie imiona: „Jesse (Yesza)”, „Lada”, „Dziedzilia (Dzydzilelya)”, „Nija (Nya)”, „Dziewanna”, „Marzanna”, a do tego „Pogoda” i bożek życia „Żywie”. Dodaje świątynię w Gnieźnie, kapłanów, posągi, święte gaje oraz ofiary z bydła, a niekiedy z ludzi pojmanych w bitwie. Sam zaznacza, że od przyjęcia chrześcijaństwa przez Polaków minęło pięćset lat, i nie podaje, skąd zna imiona. Wszystko to stoi w księdze pierwszej, w ustępie o tym, jakich bogów czcili Polacy. Brückner pisze część tych imion inaczej, na przykład Jesza i Nyja, a w tabeli trzymam się jego pisowni.
Brückner jest tu ostry. Według niego Długosz i Miechowita, „nie mając najlżejszego wyobrażenia o mitach polskich, których w wieku XV i śladu nie było”, zmyślili „cały Olimp polski”. Jego werdykt brzmi: „katalog Długoszowy jest fikcją, pogaństwu polskiemu najzupełniej obcą”. Imiona to według niego przyśpiewy i wykrzykniki z pieśni, które Długosz wziął z ustaw synodalnych, a nie od ludu.
Nie wszyscy mówili tak samo. Brückner cytuje Lubora Niederlego, który w 1917 roku uważał, że „nie trzeba tedy powątpiewać” o tych postaciach, a lud w XV wieku i wcześniej w nie wierzył „albo je co najmniej wzywał”. Ja zapisuję obie strony sporu, a słowo „fikcja” podpisuję nazwiskiem Brücknera, nie swoim.
W grze używam Długosza jawnie jako wersji uczonej. To lista pisarza z miasta, może z kancelarii, może z ambicji porządkowania świata według rzymskich przegródek. Gdy chcesz obsadzić takiego pisarza, kapłana albo świadka, możesz sięgnąć po moje sto postaci do słowiańskiego fantasy, tylko nie udawaj przed drużyną, że Długosz nagle stał się oknem do pewnej przeszłości.
Czego te źródła nie mówią, choć internet mówi chętnie
Żadne z przeczytanych przeze mnie źródeł nie daje domen w stylu gier, poza Długoszem, który dopasowuje polskie imiona do bogów rzymskich. Nie mam więc z tych lektur pewnego boga wojny, bogini miłości, boga wiatru z pełnym opisem, zwierzęciem i dniem tygodnia.
Nie mam też mitów w sensie opowieści. Nie ma tu walki Peruna z Welesem ani historii narodzin bogów, z jednym wyjątkiem glosy o Swarogu i Dażbogu znanej mi z Brücknera.
Nie piszę tu o Jaryle, Rodzie jako stwórcy, Mokoszy jako Matce Ziemi ani o Welesie jako smoku. Nie piszę także o demonach, zmorach, strzygach i południcach, ponieważ zrobiłem im osobne miejsce w tekście o słowiańskich demonach z zapisów etnograficznych. Wierzenia Słowian w tych źródłach są bardziej poszarpane niż ładne plansze, które krążą po sieci.
Nie czytałem Saksona Gramatyka, Adama z Bremy, żywotów Ottona z Bambergu, kroniki Malali, kazań staroruskich ani „Słowa o wyprawie Igora”. Kiedy wspominam je w tym tekście, robię to za Brücknerem. Mitologia słowiańska po takiej lekturze przypomina raczej stół po sesji: zostały kostki, notatki i kilka zdań, z których trzeba ostrożnie odtworzyć wieczór.
Jak ja z tego robię religię do świata gry
Nie buduję u siebie pełnego panteonu z domenami. Daję graczom to, co mam ze źródeł: imię, posąg, przysięgę, wyrocznię, obcego kronikarza, który nie zna języka albo patrzy z wrogością. Na kartce A5 zapisuję nie „bóg kowalstwa”, tylko „posąg z imieniem, hełm, pancerz, chorągwie, koń do wróżby”.
Gotowe sceny leżą w źródłach na wierzchu. Możesz kazać drużynie złożyć broń na ziemi i powtórzyć klątwę z przysięgi Światosława, „obyśmy pożółkli jak złoto”, przy układzie ze stroną, której nikt nie ufa. Możesz za Thietmarem pozwolić kapłanom rozkopać ziemię, rzucić losy, przykryć je zieloną darnią, a potem przeprowadzić świętego konia nad grotami dwóch skrzyżowanych włóczni. Możesz wypuścić z jeziora wielkiego dzika z białymi, spienionymi kłami, kiedy nadchodzi długa wojna domowa.
Helmold daje mi ucztę z czaszą, nad którą mówi się w imieniu dobrego i złego boga. Daje mi też dęby Prowego, parkan, dwie bramy, sąd w drugi dzień tygodnia i azyl dla tych, którym grozi śmierć. Kronika ruska daje obraz obalonego posągu Peruna, wleczonego do rzeki przy końskim ogonie, bitego kijami przez dwunastu ludzi. Czy trzeba więcej, żeby zacząć scenę?
Z mojej sesji
Kiedy wróciłem do Marka z tymi notatkami, zdjąłem mu z kapłana premię do kowalstwa i dałem coś mniej wygodnego: patrona, którego imię przechodzi przez glosę, spór filologów i posąg w cudzym opisie. Marek najpierw mruknął: „To ja nic nie umiem”, a potem zaczął pytać, kto w świecie gry pilnuje wersji świątynnej, kto wersji kronikarza, a kto zarabia na tym, że ludzie mylą gród z bogiem.
Mówię graczom przy stole, co jest ze źródła, a co dopisałem sam. Jeżeli kapłan w moim świecie twierdzi, że Stribog rządzi wiatrem, to jest zdanie kapłana, nie przypis do kroniki. Jeżeli uczony z miasta rozkłada Jeszę, Ladę i Nyję jak rzymski komplet, to gram Długoszem jako materiałem literackim, a nie rekonstrukcją.
Marek został przy swoim kapłanie, tylko nie przy tabelce. Jego postać służy teraz bogu, o którym sam wie tylko imię i jeden posąg. Czasem podczas gry pyta mnie: „To co ja właściwie o nim wiem?” Odpowiadam: „Imię. I że ktoś mu kiedyś postawił posąg”. Marek zapisuje to ołówkiem na karcie.
Źródła
- Brückner, A., „Mitologia słowiańska”, Akademia Umiejętności, Kraków 1918; wydanie cyfrowe: Wolne Lektury — wolnelektury.pl/katalog/lektura/mitologia-slowianska (bez paginacji, rozdziały I–VI, IX, X). Wziąłem stąd ocenę stanu źródeł, krytykę katalogu Długosza, omówienie Peruna, Wołosa, Swaroga, Swarożyca, reszty listy Włodzimierza oraz sądy o Helmoldzie i Radegaście.
- Prokopiusz z Cezarei, „History of the Wars”, ks. VII, rozdz. 14, przekład H. B. Dewinga, Loeb Classical Library, t. IV, 1928, s. 271 — penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Roman/Texts/Procopius/Wars/7C*.html. Wziąłem stąd relację o Sklawinach i Antach, bogu błyskawicy bez imienia, ofiarach, rzekach, nimfach i wróżbach.
- „The Russian Primary Chronicle. Laurentian Text”, przekład i opracowanie S. H. Cross, O. P. Sherbowitz-Wetzor, The Mediaeval Academy of America, Cambridge, Mass. 1953, s. 65, 74, 77, 90, 93, 116–117 — mgh-bibliothek.de/dokumente/a/a011458.pdf. Wziąłem stąd przysięgi na Peruna i Wołosa, posągi Włodzimierza oraz obalenie Peruna i wrzucenie go do Dniepru.
- Thietmar z Merseburga, „Chronicon”, wyd. F. Kurze, Scriptores rerum Germanicarum, Hanower 1889, ks. VI, rozdz. 23–25, s. 147–148 — archive.org/details/thietmarimersebu00thieuoft. Wziąłem stąd opis grodu Riedegost, świątyni Swarożyca, wróżby z losów i konia, dzika wychodzącego z jeziora oraz obyczajów wojny i pokoju.
- Helmold, „Kronika Sławiańska z XII wieku”, przekład J. Papłońskiego, Warszawa 1862, ks. I, rozdz. 52 i 83, ks. II, rozdz. 12 — archive.org/details/bc.wbp.lodz.pl.Paplonski_Helmolda_kronika_a_12337. Wziąłem stąd Prowego, Siwę, Radigasta, Czarnoboga, Swantewita, czaszę ofiarną, święte dęby, sąd i azyl oraz zburzenie świątyni na Rugii.
- Długosz, J., „Dziejów polskich ksiąg dwanaście”, przekład K. Mecherzyńskiego, t. I, Kraków 1867, ks. I — pl.wikisource.org/wiki/Jana_Długosza_Dziejów_Polskich_ksiąg_dwanaście/Księga_pierwsza. Wziąłem stąd katalog polskich imion przypisanych bogom rzymskim, opis świątyń, gajów, ofiar i wzmiankę o pięciuset latach od chrztu.
Policzenie wzmianek w kronice ruskiej i odstępy lat to rachunek własny: liczyłem zapisy roczne w tekście kroniki oraz różnice 1168 − 1005 = 163 i 988 − 907 = 81. Prokopiusza i kronikę ruską czytałem w przekładach angielskich, Thietmara po łacinie, a ich polskie brzmienie w tym tekście jest moim streszczeniem, z wyjątkiem cytatów z kroniki ruskiej w przekładzie Brücknera; Saksona, Adama z Bremy, żywotów Ottona i glos u Malali nie czytałem i znam je z Brücknera.
- bogowie słowiańscy
- mitologia słowiańska
- Brückner
- Długosz
- świat gry
- źródła
Tomek Wierzba
Bibliotekarz z Lublina. Prowadzę sesje od piętnastu lat, głównie dla jednej drużyny, w której dwie osoby znam z podstawówki. Więcej o mnie.